Sowieckie zbrodnie na polskiej ludności z okolic Bełchatowa, cz. II

fotka blog por. Wiktor Kowalski

Do niewoli sowieckiej po 17 września dostali się także mieszkańcy z Bełchatowa i jego okolic. Niektórzy pochodzili z jednostek frontowych wycofujących się na wschód. Największą grupę stanowili funkcjonariusze policji, którzy w warunkach wojennych mieli pełnić funkcję antydywersyjną i zabezpieczającą infrastrukturę naszym regionie. Wobec zbliżania się jednostek niemieckich dostali rozkaz wyjazdu na wschodnie tereny.

Franciszek Kaszuba pełniący służbę zastępcy komendanta posterunku w Wadlewie otrzymał rozkaz ewakuacji na prawy brzeg Wisły. Rodziny Kaszubów i Żandarowskich (Zygmunt Żandarowski był wtedy komendantem posterunku policji w Wadlewie) ruszyły w drogę, lecz w Jeżowie dostali nowe wytyczne- rodziny miały wracać do Wadlewa, a mundurowi na rowerach czym prędzej jechać pod Warszawę. Rodzina Kaszubów więcej już go nie widziała ani nie dostała od niego żadnych informacji. Podobno jeszcze Franciszka Kaszubę widział jakiś żołnierz w Równem, ale informacje na jego temat dotarły do rodziny po kilkudziesięciu latach- po publikacji spisu Polaków zamordowanych w Miednoje. Z dokumentów wynika, że jego transport z obozu wyjechał 4 kwietnia 1940 roku, a następnego dnia został zamordowany w Miednoje.

Dziesięć dni później w tym samym miejscu stracił życie Teodor Karnikowski (komendant posterunku policji w Ruścu). Jak pamięta pan Leon Cywiński: „przodownik Karnikowski pełnił tę funkcję od 1927 roku, był to człowiek życzliwy, pomocny, który świetnie znał Rusiec i jego okolice”.

Córka Józefa Szewczyka- Helena Gabryjończyk wspomina, że jej ojciec był Komendantem Posterunku Policji w Klukach. W późniejszym czasie pracował również na posterunku w Walewicach i Węglewicach., aż w końcu wybuchła wojna i ewakuował się jak pozostali policjanci na wschód. Dostał się do obozu w Ostaszkowie, z którego wysłał kartkę do rodziny. Pisał w niej „,że żyje, jest mu „nieŻle( literę Ż celowo napisał z dużej) i żeby dziadek zaopiekował się rodziną”. Żona jego po wojnie została w Bełchatowie, gdzie pracowała w ”Bawełniance”. Były to już czasy terroru komunistycznego. W obawie przed konsekwencjami zniszczyła kartkę z Ostaszkowa.

Urodzony w Zawadach niedaleko Bełchatowa, Wiktor Kowalski był porucznikiem w 4 pułku strzelców podhalańskich. Po klęsce polskiej armii wyruszył w cywilnym ubraniu w poszukiwaniu rodziny, która uciekła na wschód. Aresztowany przez Sowietów trafił do obozu w Kozielsku. Przysłał stamtąd kilka listów – ostatni z datą 4 luty 1940 roku. W październiku 1943 roku jego rodzina otrzymała pismo od niemieckiego Czerwonego Krzyża o znalezionych zwłokach por. Wiktora Kowalskiego w lesie katyńskim.

Każdy z rozstrzelonych Polaków miał założoną przez NKWD teczkę osobową , w której były też informacje o rodzinie. Służby sowieckie otrzymywały te dane od niemieckiego Gestapo. Według Instytut Pamięci Narodowej, NKWD zamordowało w 1940 roku od 550 do 600 policjantów z przedwojennego województwa łódzkiego. W bełchatowskim kościele pw. Miłosierdzia Bożego na Binkowie znajduje się kaplica oraz pamiątkowa tablica upamiętniająca pamięć zbrodni katyńskiej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s