ROK 1925 – HISTORYCZNY AWANS BEŁCHATOWA, cz. II

Malarski 001. ul. Kościuszki l. 30 XX wMM.Bełchatów, ul. Kościuszki lata 30. XX wieku

Ostre spory na forum Rady Gminy Bełchatówek (jej podziału domagali się zarówno mieszkańcy osady Bełchatów, jak i okolicznych miejscowości wiejskich, którzy czuli się zdominowani przez rzemieślników i  przemysłowców z Bełchatowa), zmusiły Starostwo Powiatowe w Piotrkowie do podjęcia konkretnych decyzji. Najpierw, w roku 1920, zadecydowano o utworzeniu dwóch odrębnych budżetów, a następnie w roku 1922 o wydzieleniu z gminy Bełchatówek samodzielnej gminy Bełchatów. Był to jednak dopiero pierwszy krok, na którym bełchatowianie nie zamierzali poprzestać. Rada nowo utworzonej Gminy podjęła zdecydowaną walkę o uzyskanie (de facto przywrócenie) praw miejskich. W  roku 1924 delegacja z Bełchatowa w osobach wójta Ludwika Bryłki oraz Zenona Passauera dotarła do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, spotykając się z życzliwym przyjęciem. Sprawa, z którą jechali do stolicy, opóźniała się jednak, prawdopodobnie w skutek niedopełnienia formalności przez urzędników Starostwa Powiatowego w Piotrkowie. Zdecydowana postawa bełchatowian, wsparta przez Wojewodę Łódzkiego, sprawiła, że wszystkie potrzebne dokumenty przygotowano do czerwca 1924 r.
Nie było już żadnych dalszych przeszkód, by władze centralne mogły wreszcie podjąć rozstrzygającą decyzję. 22 grudnia 1924 r. ukazało się Rozporządzenie Rady Ministrów RP o utworzeniu gminy miejskiej „Bełchatów” w powiecie piotrkowskim (Dz.U. 1924 Nr 116, poz. 1035). Rozporządzenie, pod którym podpis złożyli zasłużeni dla polskiej historii premier Władysław Grabski oraz Minister Spraw Wewnętrznych Cyryl Ratajski, weszło w życie 1 stycznia 1925 r. Warto w tym miejscu zauważyć, że nie zawsze działania zmierzającej do przywrócenia praw miejskich kończyły się w okresie II Rzeczypospolitej sukcesem. Ta sztuka nie udała się wtedy m.in. miejscowościom takim jak Grocholice, Kamieńsk, Rozprza, czy  Wolbórz. Na tym tle sukces Bełchatowa wydaje się jeszcze bardziej znaczący.

W chwili odzyskania praw miejskich Bełchatów liczył ok. 9200 mieszkańców, z  czego 4795 stanowili wyznawcy judaizmu, 3413 katolicy, 980 ewangelicy, a  pośród tych trzech dużych grup doliczono się jeszcze 12 prawosławnych. Oglądu ówczesnej sytuacji narodowościowej nie zmienia znacząco konstatacja, że nie wszystkie osoby uważające się za Polaków było wyznania katolickiego i że analizując rzeczywistość minioną o narodowości (przynajmniej w sensie subiektywnym) nie można jednoznacznie wnioskować na podstawie wyznania. Wielonarodowy i wielowyznaniowy charakter Bełchatowa w sposób symboliczny wieńczył zrozumiały dla wszystkich mieszkańców znak z Adamem i Ewą, który w  okresie międzywojennym odkryto (szczęśliwym zbiegiem okoliczności) na powrót, przywracając tym samym pamięć o staropolskich korzeniach miasta.

Odzyskanie praw miejskich miało daleko idące konsekwencje. Przede wszystkim należało ustalić szczegółowe granice miasta, które w sposób niezwykle interesujący zarysowano już we wzmiankowanym rozporządzeniu z grudnia 1924 r. (gorąco zachęcamy do jego lektury!), a czym w szczegółach zajęła się komisja graniczna działająca od lutego 1925 r. Kolejnym wydarzeniem ogromnej wagi było odtworzenie samorządu miejskiego. Wybory do Rady Miejskiej, która zgodnie z  obowiązującymi wówczas przepisami liczyć miała 24 radnych oraz 12 zastępców radnych, odbyły się 5 kwietnia 1925 r. W ich wyniku mandaty otrzymali: Chaim Alembik, Szulem Feld, Szamsia Feldbaum, Jan Forkwerk, Albert Hellwig, Czesław Huzar, Machur Jakubowicz, Szmul Jakubowicz, Janusz Kępalski, Josek Klug, Moszek Klug, Gerszon Liberman, Zenon Passauer, Bolesław Pawelczyk, Teofil Poszepczyński, Załma Pudłowski, Maurycy Rawski, Idel Rozenblum, Adam Rychlewski, Franciszek Rygier, Bolesław Skibiński, Józef Szmidt, Majer Warszawski, Szmul Jakubowicz. Ponieważ wkrótce Szmul Jakubowicz, Majer Warszawski oraz Józef Szmidt zostali jako ławnicy członkami Zarządu Miasta a Zenon Passauer zrezygnował z mandatu ich miejsca zajęli Adam Paszkowski, Bolesław Stachowski, Icek Grinberg oraz Jankiel Machabański. Żadne ugrupowanie polityczne nie zdobyły wyraźnej przewagi w Radzie. W jej skład weszło 6 przedstawicieli PPS (Polska Partia Socjalistyczna), 3 reprezentowało Związek Ludowo-Narodowy (emanacja Narodowej Demkracji), 4 było ortodoksami żydowskimi, 2 syjonistami a 2 należało do Bundu (Ogólny Robotniczy Żydowski Związek). Pozostali deklarowali się jako bezpartyjni. Warto zauważyć, że Radę zdominowali stosunkowo słabo wykształceni (absolwenci jedno lub dwuklasowych szkół elementarnych) robotnicy (tkacze i  snowacze) oraz drobni rzemieślnicy (krawcy, szewcy, rymarze, stolarze i  fryzjerzy), co sporo mówi o ówczesnych stosunkach społecznych w mieście.

26 kwietnia radni wybrali burmistrza miasta w osobie Ludwika Bryłki, z zawodu piekarza. Jego zastępcą został Konstaty Miętkiewicz. Pierwsza sesja Rady Miejskiej odbyła się 29 kwietnia i zakończyła ogólną awanturą na tle politycznym. Nie udało się wówczas dokonać planowanego wyboru komisji Rady. Podobne kłótnie przeradzające się nawet w regularne bitwy na pięści i laski powtarzały się także później, a brak wzajemnego porozumienia sprawił, że już po upływie roku Ludwik Bryłka został usunięty z funkcji burmistrza. Jego miejsce zajął Albert Hellwig.

Warto wspomnieć, że na mocy rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych z 5 X 1933 r. do miasta Bełchatowa włączono sąsiednią wieś Czapliniec, której mieszkańcy jeszcze 10 lat wcześniej sprzeciwili się akcesowi do nowo powstającej gminy miejskiej. Znacząco zwiększyło to udział ludności polskiej w ogólnej liczbie mieszkańców.

Mimo poważnych problemów natury społeczno-politycznej a przede wszystkim finansowej, Bełchatów rozwijał się ustawicznie zarówno w sferze gospodarczej, jak  i kulturalnej. Bez żadnych wątpliwości, przywrócenie praw miejskich miało w  tym kontekście decydujące znaczenie. Ten ważny rozdział dziejów miasta zakończył w sposób niezwykle brutalny wybuch II wojny światowej. Dramat okupacyjnej nocy zmienił oblicze miasta, przede wszystkim zlikwidował jego multikulturowy charakter.

Temat przywrócenia praw miejskich Bełchatowowi podejmuje szerzej Aleksy Piasta w  artykule Przywrócenie praw miejskich Bełchatowa i pierwsze lata działalności samorządu w okresie II Rzeczypospolitej. Artykuł ukazał się jako jeden z rozdziałów książki pt. Bełchatów. Szkice z dziejów miasta, pod red. Dariusza Roguta, Piotrków Trybunalski 2005.

ROK 1925 – HISTORYCZNY AWANS BEŁCHATOWA, cz. I

1 stycznia 1925 r. Bełchatów, po 55 latach przerwy spowodowanej degradacją do rangi osady, ponownie stanął w zaszczytnym rzędzie miast. Decyzja władz odrodzonej Rzeczypospolitej była niewątpliwie jednym z wielkich historycznych awansów Bełchatowa, pieczętującego się „rajskim” herbem z  Adamem i Ewą. Przypadająca właśnie 90. rocznica tamtego przełomowego wydarzenia skłania do chwili zadumy nad przeszłymi losami i tożsamością bełchatowskiej wspólnoty.

Choć pierwsze wzmianki o Bełchatowie, pochodzą już z końca XIV w., to jednak dopiero w pierwszej połowie wieku XVIII, wraz z uzyskaniem dokumentu lokacyjnego od króla Augusta III z saskiej dynastii Wettynów, zaczyna się jego historia jako miasta, początkowo pozostającego prywatną własnością rodziny Rychłowskich a następnie rodziny Kaczkowskich. Status ten, pomimo poważnych zmian politycznych i upadku dumnej niegdyś Rzeczypospolitej, utrzymał Bełchatów od czasów staropolskich aż po lata sześćdziesiąte XIX w. Czyli do chwili, gdy władze rosyjskiego imperium carów postanowiły zlikwidować resztki autonomii marionetkowego Królestwa Polskiego a jego mieszkańców włączyć do grona wiernych, rosyjskojęzycznych poddanych rezydującego w Petersburgu samodzierżcy. Jednym z elementów tego planu była tzw. reforma miejska z lat 1869-1870. W jej wyniku z 452 miast i miasteczek Królestwa Polskiego prawa miejskie utraciło aż 338, wśród nich Bełchatów. W gwoli ścisłości należy zauważyć, że, oprócz ideologicznego, decyzja cara Aleksandra II posiadała także dość solidne uzasadnienie gospodarcze, likwidowano bowiem przede wszystkim miasteczka małe, liczące poniżej 3 tysięcy mieszkańców i posiadające więcej cech dużych wsi, niż niewielkich choćby ośrodków miejskich. Bełchatów posiadał wówczas zaledwie 1506 mieszkańców, tylko 26 domów murowanych i 79 drewnianych, a dochody jego władz nie wystarczały na utrzymanie własnej administracji. Niewątpliwie u źródeł tej trudnej sytuacji, poza innymi (ale chyba mniej istotnymi) czynnikami, znajdowała się niegospodarność miejscowych posesorów, którym dość pochopnie przypisano zasługi dla powstania styczniowego (do dziś często powtarza się raczej wątpliwą tezę, że utrata praw miejskich przez Bełchatów była skutkiem represji władz zaborczych podjętych wobec jego właścicieli – rodziny Kaczkowskich). Jakkolwiek tłumaczylibyśmy tego przyczyny, dokładnie 10 września 1870 r. Bełchatów przestał być miastem. Jako osadę włączono go do wiejskiej gminy Bełchatówek.

Ta bolesna degradacja niewątpliwie spowolniła tempo rozwoju Bełchatowa, ale nie zahamowała go całkowicie. Dowodnie świadczy o tym stały wzrost liczby mieszkańców osady, która w 1897 r. liczyła ich 3859, w 1909 r. już 5408, by na progu polskiej niepodległości osiągnąć znaczącą liczbę 7624 (dane z 1917 r.). Bełchatów coraz wyraźniej odróżniał się od wiejskiego krajobrazu, a jego administracyjna przynależność do gminy wiejskiej musiała być odczuwana jako stan anormalny i kłopotliwy. Postulat przywrócenia praw miejskich bełchatowskiej wspólnocie postawiono po raz pierwszy na zebraniu gminy Bełchatówek 12 sierpnia 1917 r., czyli jeszcze w czasie trwania zawieruchy I wojny światowej. Ostateczne decyzje w tej sprawy miały jednak podjąć nie władze austriackie, które w czasie trwania Wielkiej Wojny okupowały tą część Królestwa, lecz niepodległa II  Rzeczpospolita. Władze powracającego na mapę Europy po przeszło wiekowej nieobecności państwa polskiego, w ramach porządkowania objętej swoją władzą terytorium, wykazały zainteresowanie przywróceniem praw miejskich osadom z  odpowiednią liczbą ludności, miejskim charakterem zabudowy, wystarczającymi do utrzymania władz miejskich dochodami oraz perspektywami rozwoju. Bełchatów spełniał te kryteria.

Oprócz niemałego potencjału ludzkiego, osada mogła poszczycić się znaczącym, jak na miejscowe warunki, stopniem rozwoju przemysłu, zwłaszcza tkactwa, oraz  typowo miejskim układem urbanistycznym. Tylko co 10 mieszkaniec trudnił się zajęciami rolniczymi, większość pracowała w handlu, rzemiośle i przemyśle. Na terenie Bełchatowa znajdowało się 7 fabryk bawełnianych, kilka farbiarni i wykańczalni, odlewnia żelaza, młyn motorowy, tartak, cegielnia, kuźnia mechaniczna i  smolarnia, działały 54 warsztaty rzemieślnicze i ok. 400 placówek handlowych. Ponadto funkcjonował Sąd Pokoju, posterunek Policji Państwowej, szpital zakaźny, urząd pocztowo-telegraficzny a także 5 szkół powszechnych. Bełchatów posiadał obszerny rynek i 12 szerokich ulic łączących się ze śródmieściem. Na jego terenie w  roku 1922 odnaleźć można było w sumie 219 domów murowanych i 94 drewnianych. Przeważały domy parterowe (w ilości 239), ale sporo było już budynków I-piętrowych (62). II-piętrowych naliczono na razie tylko dwa. Po 1920 r. do projektowanego już coraz śmielej miasta akces zgłaszały sąsiednie wsie, w tym m.in. Lipy, Zamość, Olsztyn i Kempfinówka, co dodatkowo powiększało możliwości jego dalszego rozwoju.

Niezagojone rany – rzecz o stanie wojennym

W lipcu tego roku minęło 31 lat od zakończenia stanu wojennego. Trwał 585 dni. Społeczeństwo polskie do tej pory nie może otrząsnąć się z tej traumy. Ciągłe polemiki, szukanie winnych, wznawianie i kończenie procesów, oskarżenia z jednej i drugiej strony barykady o to, kto zaczął. Dla młodego pokolenia są to sprawy nieistotne, trudne i nie tak ciekawe jak prawdziwe wojny, bitwy, bohaterowie. Ci, którzy stan wojenny doświadczyli na własnej skórze bądź żyli w tym okresie, zupełnie inaczej podchodzą do tego zagadnienia. Inaczej oceniają, inaczej pamiętają, inaczej przedstawiają.

Zapoczątkowany w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. przez generała Wojciecha Jaruzelskiego stan wojenny miał na celu spacyfikowanie strajkującego społeczeństwa. Decyzja ta nie nastąpiła z dnia na dzień. Już od lat 60-tych trwały prace nad wprowadzeniem nadzwyczajnego stanu, w razie zagrożenia zewnętrznego bądź wewnętrznego. Kiedy w 1980 r. cała Polska strajkowała, uznano, iż pora przyspieszyć i wprowadzić w życie powstające zapisy. Sam inicjator czyli gen. Jaruzelski zezwalał na kontrolowane przecieki licząc na to, że opozycja będzie bardziej nastawiona ugodowo.

„Solidarność” jednak zbagatelizowała pojawiające się pogłoski o możliwej pacyfikacji. Zbyt ufni we własne siły, w grudniu 1981 r. przekonali się w jakim byli błędzie. Sądzono, że podobnie jak miało to miejsce w sierpniu 1980 r. czy w marcu 1981 r. (strajk ostrzegawczy) zamknięcie się w fabrykach zmusi władzę do ustępstw i kompromisu. Ta jednak zdobyła już cenne doświadczenie w walce z robotnikami. Nieprzypadkowo wybrano na dzień rozpoczęcia stanu „W” 13 grudnia – była to bowiem niedziela. Większość zakładów nie pracowała. Aktywni działacze „Solidarności” znajdowali się w domach, co przyczyniło się do ich szybkiego aresztowania. Łącznie internowano, czyli odesłano do miejsc odosobnienia blisko 6 tysięcy osób. Wśród nich byli m.in.: Bronisław Geremek, Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki i Adam Michnik. Stojący na czele opozycji Lech Wałęsa mógł liczyć na specjalne traktowanie – przebywał w Chylicach, pałacu Branickich w Otwocku, a następnie w Arłamowie w Bieszczadach.

Strajkująca opozycja została zaskoczona i rozbita w pierwszych dniach stanu wojennego. Zmobilizowano tysiące funkcjonariuszy MO, ORMO, ZOMO i żołnierzy. Władza demonstrowała swą potęgę. Ostatnie bastiony „Solidarności” padały jeden po drugim. Symbolem tragedii jaka się dokonała w tym czasie jest śmierć 7 górników z kopalni „Wujek”. Były to pierwsze ofiary – męczennicy opozycji.

Obóz socjalistyczny odniósł niezaprzeczalne zwycięstwo pacyfikując cały kraj. Cała operacja została zaplanowana i wykonana z niezwykłą starannością oraz dokładnością. Przez półtora roku w Polsce panowała dyktatura wojskowa – wprowadzając godzinę policyjną, inwigilację obywateli (także własnych towarzyszy) oraz cenzurując prasę.

Opinia międzynarodowa była zaskoczona tym, iż do Polski nie wkroczyły oddziały sowieckie. Kiedy w listopadzie 1981 r. na Zachód uciekł płk Ryszard Kukliński niewątpliwie przekazał informacje o planowanej pomocy państw Układu Warszawskiego. Jednak w przededniu 12 grudnia dowództwo sowieckie zaprzeczało takiej ewentualności. Wiemy to tylko z jednej, fragmentarycznej notatki adiutanta marszałka Wiktora Kulikowa – gen. Wiktora Anoszkina. Jest to niezwykle cenny dokument, zdobyty w 1997 r. podczas konferencji pod Warszawą. Stanowi on uzupełnienie do pakietu informacji przywiezionych przez Borysa Jelcyna po upadku Związku Sowieckiego. Ze wszystkich tych dokumentów można dowiedzieć się, iż nasi wschodni sąsiedzi nie zamierzali wprowadzać Armii Czerwonej do Polski. W notatkach adiutanta Anoszkina znajdują się natomiast słowa samego gen. Jaruzelskiego, który domagał się o pomoc sowiecką w stłumieniu opozycji. Marszałek Kulikow odmówił, zaznaczając, iż to towarzysze polscy sami muszą rozwiązać ten problem. Znamienne są słowa szefa KGB Jurija Andropowa […] nawet jeśli Polska będzie pod władzą „Solidarności”, to będzie to tylko tyle.

Zrozumiał to Jaruzelski, który nie zamierzał zniszczyć „Solidarności” – zamierzał ją jedynie osłabić, aby można było ją potem kontrolować. Czy mu się to udało? Odrodzona opozycja 6 lat po stanie wojennym zdołała przechwycić większą część władzy. Wydarzenia z końca lat 80-tych stały się symbolem bezkrwawego przejęcia rządów w państwie. Trwa jednak dyskusja, czy komuniści nie zaplanowali tego wszystkiego, aby móc zainstalować się w nowym systemie. Wiadomym było, że zbrojny przewrót przyczyniłby się do rozlewu krwi towarzyszy co spotkało dyktatora Rumunii – Nicolae Ceaușescu.

Akcja dokonana przez MSW i wojsko była bardzo kosztowna dla kraju pogrążonego w kryzysie gospodarczym. Sankcje nałożone na Polskę przez państwa układu NATO pogłębiły kryzys. Do czasu zniesienia ograniczeń w 1984 r. straty wyniosły 15 mld dolarów.

Od kilku dekad wśród uczonych i zwykłych ludzi trwa spór o sens wprowadzenia stanu wojennego. Dla jednych gen. Jaruzelski to bohater, który uratował Polskę przed inwazją sowiecką, z kolei inni postrzegają go jako sprawcę wszelkiego nieszczęścia jakie dotknęło nasz kraj w latach 80-tych. Przyjmowane jest także uzasadnienie, iż było to tzw. „mniejsze zło”, które uchroniło kraj przed wojną domową i inwazją sojuszniczych armii. Na ile to zagrożenie było możliwe mogą odpowiedzieć tylko rosyjskie archiwa, które jednak na długo jeszcze będą niedostępne.

Źródła:
1. A. Czubiński, „Polska i Polacy po II wojnie światowej (1945-1989)”, Poznań 1998
2. A. Dudek, „Bez pomocy nie damy rady”, Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej, nr 12/2009
3. A. Paczkowski, „Wojna polsko-jaruzelska. Stan wojenny w Polsce 13 XII 1981 – 22 VII 1983”, Warszawa 2006
4. Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej, nr 11-12/2011 (w całości poświęcony stanowi wojennemu)

Kolarstwo – niegdyś Bełchatów z niego słynął, cz. III

JanKrawczykJan Krawczyk.

W następnym roku (tj. 1974) Józef Kaczmarek starszy podtrzymuje nieprzeciętną formę. Zajmuje ósme miejsce w Mistrzostwach Polski, a w Tour de Pologne plasuje się na dobrym siódmym miejscu. W 1975 roku dochodzi do ważnego wydarzenia w historii LKS-u. Otóż na mocy porozumienia z LKS Opocznianka do Bełchatowa trafia dwóch znakomicie zapowiadających się zawodników: Jan Krawczyk i Stefan Piasecki, którzy jak się później okazuje wspaniale rozwiną tutaj swój talent.

Kolejny rok zaczyna się obiecująco. Do kadry narodowej powołania otrzymują Stefan Piasecki i Jan Krawczyk. Bełchatów jest uznawany za silny ośrodek kolarstwa w Polsce. 1977 rok przynosi zmianę warty w czołówce kolarskiej klubu. Józef Kaczmarek starszy, który coraz boleśniej odczuwa dolegliwości fizyczne podejmuje decyzję o zakończeniu kariery. Godnie zastępują go młodsi. Jan Krawczyk, na mistrzostwach świata w Wenecji zajmuje XIII-tą najlepszą z Polaków lokatę. Stefan Piasecki zajmuje IV miejsce w międzynarodowym wyścigu w Bułgarii oraz X miejsce w Wyścigu dookoła Polski. Józef Kaczmarek młodszy zdobył mistrzostwo województwa piotrkowskiego LZS, oraz XIV miejsce ze startu wspólnego w mistrzostwach Polski.

W 1978 roku utrwala się dominacja Jana Krawczyka, który odnosi szereg cennych sukcesów: 25 miejsce na mistrzostwach świata, 17 – ste na Wyścigu Pokoju i znakomite piąte w Tour de Pologne. Pozostali reprezentanci naszego klubu również odnieśli poważne sukcesy: Stefan Piasecki był drugi w wyścigu dookoła Jugosławii oraz trzeci na „szlaku grodów piastowskich”.

Kolejny rok potwierdza znakomitą postawę Jana Krawczyka, który staje na drugim miejscu podium podczas Mistrzostw Polski w wyścigu indywidualnym ze startu wspólnego. Na trasie w okolicach Wieliczki przegrywa tylko z samym Ryszardem Szurkowskim. Na potwierdzenie znakomitej formy wykręca również trzecie miejsce w Tour de Pologne. Ogromnym sukcesem okazał się występ w Wyścigu Pokoju, który Krawczyk kończy na rewelacyjnym szóstym miejscu. Tym samym poprawia rezultat Józefa Kaczmarka z 1974 roku. Jednak największym osiągnięciem w karierze okazał się dla Krawczyka występ na Mistrzostwach Świata w Holandii, gdzie zawodnik naszej sekcji zajmuje VII miejsce.

W roku olimpijskim Jan Krawczyk załapuje się pewnie do składu na Igrzyska Olimpijskie w Moskwie. Tylko pech pozbawia go startu na tej najważniejszej imprezie dla każdego sportowca. Zawodnik naszego klubu doznaje kontuzji na kilka dni przed startem i musi wycofać się ze startów. Wcześniej uplasował się na VIII miejscu w Mistrzostwach Polski, a Wyścig Pokoju ukończył na miejscu 15-stym. Niestety był to ostatni sezon na reprezentacyjnym poziomie Jana Krawczyka. W 1980 roku do seniorskiego ścigania głośno zapukała drużyna LKS-u na Mistrzostwa Polski w składzie: Krawczyk, Oleksiewicz, Piasecki i Słodkowski zajmując szóste miejsce. Natomiast indywidualnie w wyścigu na czas siódmy był Stefan Janowski.

Ostatni poważny sukces reprezentanci naszej sekcji odnieśli rok później. W 1981 roku Stefan Janowski na swoje 24 urodziny zdobywa mistrzostwo Polski w jeździe indywidualnej na czas, wyprzedzając drugiego w klasyfikacji Czesława Langa. Taki sam wynik wśród juniorów zdobywa Krzysztof Rychlewicz.
Kolejny rok to dominacja Jana Krawczyka, Stefana Piaseckiego, Andrzeja Oleksiewicza i Krzysztofa Rychlewskiego. Grupa z udanym skutkiem uczestniczy w ogólnopolskich wyścigach. Do najważniejszych osiągnięć w tym okresie należy przede wszystkim piąte miejsce w Drużynowych Mistrzostwach Polski.

W 1983 roku następuje częściowy rozpad drużyny. Wychowankowie klubu dorośli do służby wojskowej. Powoływani są przeważnie do Legia Warszawa i tam zdobywają tytuły. Wartym odnotowania jest fakt, iż Stefan Janowski zdobywa dla stołecznej drużyny tytuł mistrza Polski w jeździe indywidualnej na czas.
W następnym latach bełchatowską sekcję kolarską, podobnie jak wiele innych klubów w Polsce dosięgają kłopoty finansowe. W trudnych chwilach do bełchatowskich cyklistów pomocna dłoń wyciąga przedsiębiorstwo „Stomil”, które od 1987 roku staje się tytularnym sponsorem, występującym w nazwie klubu.

Dziś klub nie próbuje już nawet nawiązać do dawnych sukcesów, skupiając się wyłącznie na pracy z młodzieżą. Realia zawodowego sportu są brutalne. Bez dużych pieniędzy nie ma co marzyć o osiągnięciach sprzed lat. Mimo to również w ostatnich latach bełchatowski klub odnosił skromne sukcesy. Należy tu wyminięć przede wszystkim złoty medal Katarzyny Włodarczyk w górskich mistrzostwach Polski w 2000 roku.
Kilkudziesięcioletnia historia sekcji kolarskiej zapisała się w dziejach naszego miasta bardzo pozytywną kartą. Sukcesy naszych wspaniałych krajanów znamy z przekazów starszych kibiców i wycinek prasowych. Jednak zdajemy sobie sprawę z tego jak popularną dyscypliną w minionej epoce było kolarstwo, i jak duży wkład w rozwój tego sportu włożyło bełchatowskie środowisko kolarskie z Panem Marianem Sobutkowskim na czele.

Kolarstwo – niegdyś Bełchatów z niego słynął, cz. II

Józef Kaczmarek w 1970 roku wystartował w swoich pierwszych zawodach seniorskich, które uwieńczył zdobyciem tytułu wicemistrza okręgu łódzkiego w wyścigu przełajowym, oraz trzecim miejscem w wieloetapowym Wyścigu po Ziemi Łódzkiej. W tym miejscu należy podkreślić, że w Województwie Łódzkim kolarstwo stało na bardzo wysokim poziomie. Rówieśnikiem Kaczmarka był reprezentant łódzkiego Włókniarza, medalista olimpijski z Montrealu Mieczysław Nowicki. Sukcesy te powodują, że do sekcji zgłasza się coraz więcej chętnych. W zajęciach uczestniczy 25 zawodników, a drugie tyle oczekuje na możliwość trenowania. Ograniczeniem jest brak sprzętu i zbyt krótka kadra trenerska.

Wysoka forma Józefa Kaczmarka trwa przez cały 1971 rok. Zdobywa tytuł mistrza okręgu łódzkiego w wyścigu ze startu wspólnego, a w wyścigu indywidualnym na czas – 2 miejsce. W dwóch znaczących wyścigach: ogólnopolskim wyścigu w Limanowej oraz „Szlakiem grodów piastowskich” zajmuje trzecie miejsce. Uczestniczy również w Bałtyckim Wyścigu Pokoju w którym bierze udział kadra ZSRR na Wyścig Pokoju oraz po raz pierwszy w wyścigu Dookoła Polski. Tam nabiera rutyny i spotyka znanych w Polsce kolarzy. Zostaje także zauważony przez sztab trenerski Polskiego Związku Kolarskiego, który wysyła go na zawody zagraniczne do Maroko, Algierii, Gruzji, Jugosławii, Włoch, Bułgarii i Czechosłowacji. Najbardziej udany był jednak start w wyścigu „Dookoła Anglii”, gdzie przez pewien czas liderował, jednak gdy zagrożona była pozycja drużyny, swój indywidualny sukces poświęcił reprezentacji. Uwieńczeniem sukcesów było zdobycie siódmego miejsca na szosowych Mistrzostwach Polski. Wyśmienitą formę jaką Kaczmarek prezentował w 1971 roku zauważyli także kibice i dziennikarze, którzy wybrali go na Najlepszego Sportowca Województwa Łódzkiego. Sukcesy Kaczmarka odbiły się szerokim echem w polskim światku kolarskim, dzięki czemu został powołany do kadry Polski na XXV Wyścig Pokoju, największy wyścig kolarski w tej części Europy. Choć ostatecznie nie zmieścił się w składzie drużyny, to jednak zwrócił na siebie uwagę talentem i sumienną pracą.

W 1972 roku nie odnosi większych sukcesów. Zmaga się z kontuzjami oraz regeneracją organizmu po bardzo intensywnym roku poprzednim. Pojawia się natomiast nowe pokolenie kolarzy prowadzone przez trenera Sobutkowskiego. Antoni Kotas zdobywa wraz z młodzieżową reprezentacją województwa I miejsce w wyścigu drużynowym, a Józef Kaczmarek młodszy, wygrywa wyścig o puchar Dziennika Łódzkiego w kategorii młodzików.

W 1973 roku po chwilowym kryzysie wraca w wielkim stylu Józef Kaczmarek starszy. Na Tour de Pologne zdobywa bardzo dobre piąte miejsce ze strata sześciu minut do zwycięzcy. Wyścig był mocno obsadzony, a Kaczmarka wyprzedziły tylko takie tuzy jak: Szurkowski, Mytnik i Szozda. Do kolejnych sukcesów Kaczmarka należy zaliczyć także: 10 miejsce na mistrzostwach Polski ze startu wspólnego, I miejsce w ogólnopolskim wyścigu w Łęczycy, V lokata w wyścigu o Wielką Nagrodę Gór Świętokrzyskich, III lokata w wyścigu dookoła Słowacji oraz III lokata w wieloetapowym wyścigu we francuskich Wogezach. Wyniki uzyskane przez Kaczmarka skutkują promocją do Kadry przygotowującej się do Wyścigu Pokoju w 1974 roku.

Równolegle z sukcesami Józefa Kaczmarka starszego sukcesy odnosi bełchatowska młodzież. Para Józef Kaczmarek młodszy i Jerzy Płucienniczak zajmuje trzecie miejsce na mistrzostwach okręgu łódzkiego w jeździe parami, a w wyścigu ogólnopolskim w Poddębicach na trzecim miejscu linie mety mija Sławomir Kociński, a tuż za jego plecami plasuje się inny wychowanek bełchatowskiego LKS-u Marek Fajkus.

W końcu nadszedł rok 1974, który na długo zapisze się w pamięci bełchatowskich kibiców kolarstwa, ale i nie tylko. Grupie jak w roku poprzednim lideruje Józef Kaczmarek starszy. Na początku roku na silnie obsadzonym wyścigu zawodowców Limusion zajmuje drugie miejsce. W końcu 8 maja startuje Wyścig Pokoju, a w peletonie nasz utalentowany krajan. Pierwszy etap – jazdę indywidualną na czas Kaczmarek kończy na bardzo dobrym siódmym miejscu ze stratą 43 sekund do lidera – Tadeusza Mytnika. Wynik Kaczmarka był lepszy od pozostałej czwórki naszych reprezentantów. Ostatnie trzy etapy to wspaniała jazda naszego krajana. Na etapie trzynastym, kończącym się w Ustii nad Łabą wykazuje się znakomitymi umiejętnościami sprinterskimi, przyjeżdżając na metę w peletonie na 8 miejscu. Przedostatni etap do Mlady Boleslav wyszedł Kaczmarkowi tylko nieznacznie gorzej na 12-stej pozycji. Ostatni etap mający swój koniec w Pradze nasz znakomity zawodnik kończy na siódmej pozycji ze stratą 38 sekund do lidera. Ostatecznie Józef Kaczmarek zakończył Wyścig Pokoju na dziesiątej pozycji ze strata 13 minut do zwycięzcy, swojego kolegi z reprezentacji Stanisława Szozdy. Natomiast w drużynie wraz z Szozdą, Mytnikiem, Kowalskim, Brzeźnym i Kręczyńskim stanął na najwyższym miejscu podium. Jego występ w debiucie na tej najważniejszej imprezie kolarskiej w Polsce został oceniony przez kibiców bardzo dobrze i przysporzył mieszkańcom naszego miasta niezapomniane przeżycia, które wielu zapewne pamięta do dziś.

Jednak nie była to jedyna dawka emocji jaką Kaczmarek zaserwował kibicom w 1974 roku. Na ten rok przypadały Mistrzostwa Świata w kolarstwie szosowym w Montrealu, gdzie bełchatowianin został jedenastym zawodnikiem globu w wyścigu indywidualnym na czas. Jakby tego było mało Józef Kaczmarek kończy ten rok na wyśmienitym czwartym miejscu na francuskim Tour de L’ Avenir, najlepszym z Polaków. W nagrodę zostaje ponownie wybrany najlepszym sportowcem naszego województwa pozostawiając w polu wielu znakomitych sportowców.

Kolarstwo – niegdyś Bełchatów z niego słynął, cz. I

MarianSobutkowskiMarian Sobutkowski na tle swoich zdobyczy sportowych.

Dzisiejszy Bełchatów kibicom sportowym kojarzy się niewątpliwie z Górniczym Klubem Sportowym oraz sekcją siatkarską Skry Bełchatów. Dużo wcześniej nasze miasto mogło się poszczycić wybitnymi kolarzami, którzy startowali w największych imprezach kolarskich na terenie kraju.

Prekursorem kolarstwa wyczynowego w Bełchatowie był zakochany od młodych lat w tej dyscyplinie sportu Marian Sobutkowski – Honorowy Obywatel Miasta Bełchatowa. W latach pięćdziesiątych udało mu się zarazić swoją pasją grupę bełchatowian, którzy na francuskich „kolarkach” zdobytych na poznańskich targach zaczęli regularne treningi. Jadącą grupę można było spotkać codziennie na trasie Bełchatów – Wadlew, bo tam najwcześniej położony został asfaltowy dywanik.

Pierwszy wyścig kolarski w Bełchatowie jak wspomina Sobutkowski w książce Mariana Olejniczaka „Historia Bełchatowskiego Sportu” odbył się w 1958 roku. Panu Marianowi przypadła rola sędziego, a trasa prowadziła sprzed budynku Urzędu Miasta na metę przed Remizą OSP. Ten pierwszy wyścig kolarski wygrał nie kto inny jak ten, który z rowerem ma na co dzień do czynienia. Listonosz pochodzący z Łękińska – Tadeusz Kociniak.
Kolejny wyścig rozegrano na trasie Bełchatów – Wadlew – Bełchatów. 1 maja 1959 roku na starcie stanęli wszyscy chętni. Nic więc dziwnego, że zdominowała go Grupa Sobutkowskiego. On sam zwyciężył, a wyścig ten można uznać za faktyczne narodziny kolarstwa w Bełchatowie.

Kolejnym przełomowym wydarzeniem dla bełchatowskiego kolarstwa było zgłoszenie sekcji kolarskiej przy Powiatowej Radzie Ludowych Związków Sportowych do Łódzkiego Okręgu Związku Kolarskiego w 1962 roku. Ten rok jest także początkiem startów zespołu kolarzy na imprezach o charakterze wojewódzkim. W skład grupy, która pod opieką Pana Mariana udała się na pierwszy w historii wyścig o zasięgu wojewódzkim weszli: Leszek Ciupa, Feliks Czyżewski, Kazimierz Czech, Andrzej Gotwald, Jerzy Grzywacz, Roman Grzywacz, Andrzej Kołatek, Kazimierz Knapkiewicz, Jerzy Pietras, Zdzisław Poryzała, Zenon Śliwiński i Jan Wojdala. Wyścig odbył się w Szadku, a lokaty naszych reprezentantów były dalekie. Jednak to nie zraziło tych młodych chłopaków, a ich trenera Mariana Sobutkowskiego w szczególności. To był okres kiedy grupa wraz z trenerem nabierała doświadczenia, a efekty miały przyjść w przyszłości.

Lata 1963 – 1969 to najtrudniejszy okres działalności sekcji. Marian Sobutkowski jest w tym czasie wszystkim, trenerem, opiekunem, mechanikiem, kierownikiem drużyny i organizatorem wyścigów. Brakowało również rowerów o nowoczesnej konstrukcji, co stawiało naszych chłopaków już na starcie w gorszej pozycji. Mimo wszystko Panu Marianowi i jego grupie udaje się przejść przez te trudności. Pierwsze poważne sukcesy przychodzą w 1967 roku. Wychowankowi naszej sekcji Markowi Wolskiemu udaje się załapać do reprezentacji województwa łódzkiego na Ogólnopolską Spartakiadę Młodzieży, gdzie wraz z kolegami z innych klubów zdobywa srebrny medal w wyścigu drużynowym oraz 5 – te miejsce indywidualnie. Natomiast inny wychowanek naszej grupy Sławomir Kociński zdobywa brązowy medal w Ogólnopolskich Igrzyskach Młodzieży Szkolnej.

W 1967 roku Sobutkowski przyjmuje pod opiekę Józefa Kaczmarka. Szybko okazuje się, że ten młody chłopak rodem z Bełchatowa wykazuje nieprzeciętne możliwości kolarskie. Już w 1969 roku zostaje powołany do reprezentacji województwa łódzkiego na zawody ogólnokrajowe. Lata siedemdziesiąte, to okres wchodzenia bełchatowskiego kolarstwa na arenę krajową. Motorem napędowym sportowego awansu stał się niewątpliwie Józef Kaczmarek.

Cała prawda o „Czerwonym Październiku”, cz. III – Przewrót

pałac

W drugiej połowie 1917 r. pogłębiał się chaos w Rosji, co natychmiast zamierzali wykorzystać bolszewicy. Pucz z 4-5 lipca nie powiódł się, nie uzyskawszy szerokiego poparcia społecznego. Partia bolszewicka została wówczas zdelegalizowana, a jej członkowie wyłapani lub zmuszeni do ucieczki (Lenin ukrył się w Finlandii). Niedługo potem nastąpiła kolejna próba objęcia władzy przez głównodowodzącego armią – Ławra Korniłowa. Szukając sojuszników Rząd Tymczasowy cofnął delegalizację partii Lenina, którzy zyskali tym samym miano „obrońców rewolucji”. Z ogromną ulgą stwierdził to Trocki, który zdawał sobie sprawę jak blisko było do zniszczenia bolszewików:

Na szczęście naszym wrogom nie starczyło konsekwencji ani stanowczości.

Bolszewicy przechodzili do ofensywy wykorzystując do zdobycia władzy, klęski własnej armii w wojnie z Niemcami:

Jedynie rozwój tej wojny może nas doprowadzić do władzy, mówić zaś o tym w agitacji należy jak najmniej (dobrze pamiętając, że już jutro wydarzenia mogą nas postawić u władzy i wtedy nie wypuścimy jej z ręki).

Wydarzenia zaczynały się jednak kształtować na niekorzyść Lenina. Na 12 listopada zaplanowano wybory do Zgromadzenia Konstytucyjnego, w których bolszewicy zdecydowanie by polegli. Dodatkowo sam zbrojny przewrót nie wystarczyłby, potrzebna była polityczna legitymizacja. Sprytni bolszewicy postanowili zwołać swoją własną radę złożoną z osób im przychylnych, którzy zatwierdziliby dokonany zamach. Sparaliżowany rząd i społeczeństwo rosyjskie biernie przyglądało się wydarzeniom z dnia 25 października 1917 r. (7 listopada wg kalendarza gregoriańskiego). Najważniejsze punkty rządowe bronione były przez oddziały składające się z junkrów, uczniów szkoły wojskowej. Pałacu Zimowego, gdzie obradować miał Rząd Tymczasowy broniły jeszcze oprócz junkrów, 140 ochotniczek Kobiecego Batalionu Śmierci, garstka kozaków, cykliści i 40 inwalidów wojennych.
Taka ochrona nie mogła zapewnić przetrwania gabinetowi premiera Kiereńskiego. Bolszewicy przepędzili młodych „wojaków”, z łatwością przejęli kontrolę nad Piotrogrodem i przystąpili do szturmu na Pałac Zimowy.

Przez wiele dekad propaganda sowiecka wyolbrzymiała zakres walk toczonych o ostatni bastion rosyjskiej demokracji. W rzeczywistości atakujący pałac żołnierze kronsztadzcy nie garnęli się do walki. Atakujący posiadali ogromną przewagę, a udział w niej wzięły grupy ochotników z pułków pawłowskiego, fińskiego i keksholmskiego. Obrońcy odmawiali poddania się i wyczekiwali odsieczy. Wówczas ogień otworzył krążownik „Aurora” strzelając ślepakami. Z Twierdzy Pietropawłowskiej prowadzono niecelny ostrzał już ostrą amunicją (z 30-35 pocisków tylko 2 trafiły w cel, nie wyrządzając większych szkód). Ostatecznie znaleziono nie zamknięte okna i bramę przez które dostali się bolszewicy. „Heroiczne” boje dobiegły końca. Strzelanina trwała do rana 26 października i pochłonęła „ogrom” ofiar – 6 zabitych i 50 rannych. Obradujący ministrowie zostali zatrzymani, natomiast premier Kiereński rankiem 25 października wyjechał na front.

Gdy informacja o przewrocie dotarła na salę obrad II Zjazdu Rad zadowolony Lenin ogłosił zwycięstwo i z miejsca rozpoczął kształtowanie nowego systemu władzy w Rosji.

Podsumowując, dokonany przewrót październikowy przez współczesnych został kompletnie zbagatelizowany. Następnego dnia ludzie szli do pracy, wiedli zwykłe życie. Pogłoski o zmianie władzy potraktowali obojętnie, przyzwyczajeni do ciągłych politycznych perturbacji. Nie przeczuwali, że wydarzenia z nocy 25 października dały początek czerwonemu piekłu. Bolszewicy zdobyli władzę nie na skutek Wielkiej Rewolucji Socjalistycznej, lecz dzięki zbrojnemu przewrotowi z udziałem garstki zbuntowanych żołnierzy. Sukces bolszewicy zawdzięczają znakomitemu wyczuciu chwili – państwo znajdowało się w rozkładzie, armia była zdemoralizowana, a rząd apatyczny. Wykorzystywali chwytliwe hasła podburzające ludność, sprzeciwiając się wojnie, popierając anarchię na wsi (samowolne przywłaszczanie ziemi przez chłopów) oraz samostanowienie małych narodów zamieszkujących Rosję. Przejęcie władzy przez bolszewików było zaczątkiem:

[…] ery rewolucji proletariackich, lecz – podobnie jak ich rosyjski pierwowzór – nigdy nie były przewrotami dokonywanymi przez proletariat. Wszystkie następne to wynik zbrojnej presji ZSRR, zewnętrznej dywersji politycznej lub wojskowego puczu dokonywanego przez mniejszościowe ruchy radykalnej lewicy.

AC

Literatura:

R. Pipes, Krótka historia rewolucji rosyjskiej, Warszawa 2007

J. Smaga, Narodziny i upadek imperium. ZSRR 1917-1991, Kraków 1992

M. Smoleń, Stracone dekady – historia ZSRR 1917-1991, Warszawa-Kraków 1994